Kirgistan – otwarcie

Kirgistan – otwarcie

27.08.2025 – 30.08.2025

Spis Treści:

  1. Kirgistan
  2. Biszkek
  3. Issyk-Kul i Skazka

Kirgistan

Kirgistan to jeden z ważniejszych etapów podróży. Zaplanowaliśmy na niego dwa tygodnie i 3 główne atrakcje:

  • Góry Tienszan z trekkingiem na Przełęcz Ala Kol,
  • Jezioro Son Kol, aby spróbować swoich sił w jeździe konnej i przyjrzeć się życiu nomadów,
  • Góry Pamir i trekking pod bazę Piku Lenina wraz z Przełęczą Podróżników.

Kirgijski plan

Biszkek

Przygodę zaczęliśmy jak większość, od Biszkeku. Podróż z Ałmatów trwała około 5-6 godzin w rozgrzanym jak piekarnik autobusie. Zdecydowany lider w kategorii najgorszy transport. Na granicy o nic nie pytali, przeszliśmy bez problemów i po około 20 minutach wsiedliśmy z powrotem do naszego busa.

Pro tip, zawsze warto zrobić zdjęcie środka transportu którym jedziemy, często trudno go odnaleźć w gąszczu innych busów gdy wracamy z przerwy.

Biszkek, jaki zastajemy, przypomina olbrzymi plac budowy i totalny chaos. Często ciężko rozróżnić gdzie budują coś nowego, a gdzie budynek się rozpada. Gigantyczny obszar w centrum przy Placu Zwycięstwa jest ogrodzony blachami. Doznaliśmy lekkiego szoku przechodząc wiaduktem z dziurami na wylot po którym jeżdżą obładowane ciężarówki.
Do tego potworne korki i zatykający płuca smog. Chwała im za światła na przejściach dla pieszych.

Zjedliśmy nasz pierwszy posiłek od prawie 10 godzin i zakupiliśmy kartę SIM. Najważniejsze załatwione. A gdy tylko nachodzi potrzeba orzeźwienia, a przy 30 stopniach długo czekać nie trzeba, to można skosztować lokalnego napojów marki Szoro (Шоро). Była to też polecajka od naszego taksówkarza. Wracając do hotelu testujemy 2 z 3 dostępnych. Niebieski – coś jak ayran, jogurt oraz brązowy, czyli kwas chlebowy. Kwas wygrywa, jest bardzo dobry, a jogurtowy też całkiem spoko. Mały kubeczek, 200 ml kosztuje 24 somy, czyli około 1 zł. Sprzedają go panie pod czerwonym parasolem dosłownie na chodniku.

Issyk-Kul i Skazka

Biszkek to tylko punkt startowy, na pierwszy poważny cel obraliśmy Karakol (Przewałsk) Drogę rozbiliśmy na 2 etapy ze stopem na jedną noc nad Jeziorem Issyk-Kul w miejscowości Tong (Тон). W Kirgistanie nazwy miast, wiosek i ulic często występują w kilku wersjach, co nie ułatwia komunikacji. Chcieliśmy zobaczyć jezioro, które jest drugim największym jeziorem wysokogórskim po Titicace oraz Kanion Skazka. Według informacji na 2gis (rosyjska odmiana Google Maps) marszrutka o numerze 595 tam jedzie, ale zajmuje jej to 7 godzin, a to tylko 270 km. I oczywiście nie wiadomo kiedy rusza. Podróżowanie po Kirgistanie wymaga dużo czasu i cierpliwości.
Mocno przerażeni pojechaliśmy na dworzec. Taksówkarz pomógł nam zlokalizować marszrutkę, ale zanim nawet do niej podeszliśmy złapało nas 2 Kirgizów z ofertą dzielonej taksówki. Cena 1.5 razy wyższa, ale ponoć pokonuje trasę w 5 godzin i rusza lada moment. Dłuższej się nie zastanawiając decydujemy się na tę opcję.
Lada moment to około 45 minut. Oczywiście byliśmy pierwszym pasażerami, ale w końcu uzbierał się komplet Kirgizów. Taksówka nie była autem osobowym, ale całkiem sporym busikiem wielkości marszrutki. Granica miedzy jednym, a drugim leży chyba tylko w oficjalnym numerku.

Trasa faktycznie zajęła około 5 godzin. Początkowo narzekałem, że drogo, ale biorąc pod uwagę, że około 30% to szutry i objazdy wielkiej budowy to uważam, że cena była uczciwa. Kirgizi mają ciekawy sposób budowy dróg. Na odcinku 100 km potrafią rozkopać kilku kilometrowe odcinki co kilka kilometrów. Do tego pasy w obu kierunkach. W efekcie na zmianę wszyscy zjeżdżają z asfaltu na szuter i po kilku kilometrach na asfalt. W tym tempie budowa drogi zajmie im chyba z dekadę.

Issyk-Kul ma dwa oblicza. Północne, z większą ilością resortów, plażami i lepszymi widokami na góry po drugiej stronie (południowej). Oraz południowe, mniej rozwinięte, bardziej dzikie, ale też przez to mniej oblegane i ciekawsze.  Również po południowej stronie znajduje się znany Kanion Skazka. Dlatego na nasz cel wybraliśmy właśnie miejscowość Tong, blisko kanionu, za to z ubogą infrastrukturą, właściwie to wioska z paroma guesthouse’ami i jedną restauracją do której się wybraliśmy po dojechaniu na miejsce. W restauracji było akurat kirigijskie wesele, chociaż w stylu zachodnim, ponieważ panna młoda była w śnieżnobiałej sukni. Właścicielom nie przeszkodziło to przyjąć innych gości, więc mogliśmy podglądnąć uroczystość. Kirgistan to głównie kraj muzułmański, ale wódka na weselu się lała 🙂

Na zachód słońca wygraliśmy się do Kanionu Skazka. Właścicielka guesthouse’u powiedziała, że załatwi nam transport, po czym zawiozła nas tam sama. Zabrała ze sobą też kilkuletniego synka. Kanion jest niesamowicie fotogeniczny o zachodzie słońca. Wtedy też oczywiście jest najwięcej ludzi, ale zdecydowanie warto. Nie jest duży i w 1-2 godziny można sporo schodzić. Najwięcej czasu należy poświęcić na robienie zdjęć 🙂

Rano umówiliśmy się, że właścicielka zadzwoni po taksówkę, która zawiezie nas do Bokabaevo, skąd odjeżdżają busy do Karakolu. Tym razem okazało się, że zawiózł nas jej mąż. Szczęśliwie po drodze mijał się z busem jadącym do Karakolu, więc szybko go zatrzymał, wpakował nas do środka i wrócił do domu. Wszyscy szczęśliwi pojechaliśmy w swoje strony.


KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY