Katmandu Big Stupa

Kathmandu – Chaos w przyjaznym wydaniu

Katmandu Big Stupa

Kathmandu – Chaos w przyjaznym wydaniu

13.11.2025 – 18.11.2025

Spis Treści:

  1. Rekonwalescencja w Kathmandu
  2. Małe nepalskie absurdy
  3. Świątynie, stupy i korki

Rekonwalescencja w Kathmandu

W Kathmandu spędziliśmy łącznie aż 5 nocy. Początkowo planowaliśmy 3, ale z trekkingu wróciliśmy dzień wcześniej, a później okazało się, że musimy przesunąć nasz lot do Indii, bo nie zmieścilibyśmy się w limicie 30 dni ważności wizy, ale o tym trochę później. Po jednej nocy w hotelu, opłacanym przez agencję, przenieśliśmy się do mieszkania z pralką, gdzie zajęliśmy się na poważnie sprzątaniem i czyszczeniem, aby mieć wszystko gotowe na Indie. Odwiedziliśmy też sporo ciekawych knajpek i restauracji w Thamel i odzyskaliśmy też trochę utraconej masy 🙂

W Thamel zaskoczył nas bardzo pozytywnie poziom kuchni, jest tam sporo restauracji serwujących dania z całego świata, dobrze karmiąc zgłodniałych turystów. Po długiej przerwie w jedzeniu mięsa w Kathmandu postanowiliśmy do niego na chwilę wrócić i spróbować pysznych burgerów czy pizzy. Jeśli na ilość restauracji nie można narzekać, to to czego brakuje, to sklepy spożywcze. W Thamel można znaleźć przede wszystkim małe sklepiki (czasem to tylko dziupla w ścianie) sprzedające wodę, batoniki i zupki chińskie. Udało nam się znaleźć jeden mały market 20 minut od naszego mieszkania, ale asortyment był bardzo ubogi. Na szczęście składniki na jajecznicę się znalazły 🙂

Małe nepalskie absurdy

Przygotowując wizę i pozwolenie na wjazd do Indii, oblał mnie zimny pot, ponieważ po dokładnym sprawdzeniu zdałem sobie sprawę, że nasz wylot do Polski jest 1 dzień po ważności wizy. Wybraliśmy taką na 30 dni, dwuwjazdową, ponieważ po około 2 tygodniach w Indiach planowaliśmy polecieć na Malediwy, aby później wrócić do Mumbaju na 2 dni i polecieć do Polski. Źle zrozumiałem, jak działa ta wiza, myśląc, że 30 dni jest na jeden wjazd, a nie na cały pobyt, co ma sens, ale umknęło w natłoku tematów do ogarnięcia. Dlatego właśnie o 2:00 w nocy próbowaliśmy przełożyć nasz lot z Kathmandu do Delhi o jeden dzień, co pozwoliłoby na wylot z Mumbaju w ostatni dzień ważności wizy. Oczywiście nepalska strona nie chciała współpracować i po pobraniu opłaty totalnie się wywaliła. Kolejnego dnia spędziliśmy 2 godziny próbując dodzwonić się na infolinię, aby w końcu się dowiedzieć, że mamy przyjechać do biura Nepal Airlines, gdzie (już nie przedłużając) wystawili nam nowe bilety. Nie ma to jak cywilizacja i nowoczesność 🙂

Druga ciekawa sytuacja miała miejsce na poczcie. Nepal słynie z ręcznej produkcji papieru i można zakupić ciekawą papeterię, w tym pocztówki. Wybraliśmy ich sporo dla naszych przyjaciół i rodziny, wypisaliśmy skrupulatnie i udaliśmy się na pocztę.Poczta akurat była zamknięta, ale nie to było głównym problemem. Na oknie wisiała informacja z listą około 40 krajów obsługiwanych przez nepalską pocztę. Jak można się domyślić, Polska nie była na tej liście. Pierwszy raz spotkaliśmy się z sytuacją, w której listu nie da się wysłać regularną pocztą.

Świątynie, stupy i korki

Podczas pobytu w Kathmandu udaliśmy się do paru popularnych punktów turystycznych, nie licząc samego Thamel gdzie mieszkaliśmy. A były to:

  • Plac Durbar – czyli dawna siedziba królów z licznymi świątyniami, pagodami i kompleksem pałacowym. Można tam dojść pieszo z Thamel i jest fajnym miejscem na ciekawe zdjęcia, a także na obserwację lokalnych zwyczajów religijnych.
  • Boudhanath – Boudha Stupa jest jedną z największych i najważniejszych stup buddyjskich na świecie. Codziennie tysiące osób obchodzą stupę zgodnie z ruchem słońca, obracają młynki modlitewne i odmawiają mantry. Robi spore wrażenie i warta jest długiej podróży taksówką na obrzeża miasta.
  • Swayambhunath – potocznie zwana Świątynią Małp położona jest na wzgórzu z widokiem na całe Katmandu. Kompleks tworzy ogromna biała stupa z charakterystycznymi „oczami Buddy”, liczne sanktuaria, małe świątynie i posągi. Nazwa wzięła się od licznych małp zamieszkujących wzgórze.

Opuszczając Kathmandu i czekając na samolot do Indii, czuliśmy, że udało nam się tutaj zarówno sporo zrobić i zobaczyć, a jednocześnie nie żałowaliśmy przedłużonego pobytu w mieście. Potrzebne nam było to parę dni odpoczynku i spowolnienia. Nie pomyślałbym, że kiedyś to powiem, ale czekałem już na Indie.


KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY