22.11.2025 – 25.11.2025
Spis Treści:
Jaipur – Różowe miasto śmieci
Popołudnie i znowu pociąg, w Indiach siatka połączeń kolejowych jest bardzo dobrze rozwinięta, nie idzie to niestety w parze z jakością składów ani z punktualnością. Dominują połączenia pomiędzy odległymi miastami, a to prowadzi do potęgowania się opóźnień. Czekając na pociąg do Jaipur mieliśmy tego przedsmak, finalnie nasza lokomotywa spóźniła się tylko około godziny.
Pro tip: rezerwując pociągi w Indiach warto założyć konto na oficjalnej stronie IRCTC, które pozwoli nam rezerwować przejazdy bez ograniczeń i bez narzutów pośredników. Dzięki temu bez problemu będziemy mogli też odwoływać rezerwację. Po utworzeniu konta musi ono zostać zatwierdzone przez administratora. Jak to w Indiach, strona jest toporna i w moim przypadku często się psuła, przez 2 tygodnie nie przyjmowała mojego adresu domowego i nie pozwalała aktywować konta, aby bez przyczyny zacząć działać… Warto próbować, nam dostęp do całej siatki połączeń sporo pomógł.
Różowe miasto Radżastanu powitało nas chaosem po wyjściu z dworca, czyli jak na razie stabilnie i bez zmian. Zamówiliśmy tuk-tuka przez Ubera, ale nie udało nam się go zlokalizować w gąszczu innych pojazdów o identycznym wyglądzie – zielonych Bajaj’ów. W końcu wzięliśmy po prostu wolnego kierowcę, za tą samą cenę. Tutaj wszyscy krzyczą „Uber price, Uber price” i podkradają sobie klientów. Na początku taksówkarz był bardzo miły, ale gdy nie byliśmy zainteresowani jego ofertą zwiedzania miasta, obraził się i jechał jak z karę. Takie podejście już parę razy nam się przydarzyło, więc przestało nas szczególnie dziwić.
Jaipur słynie z wielu zabytków i różowych budynków, chociaż będąc uczciwym muszę przyznać, że gdybym nie przeczytał w przewodniku, że to różowe miasto to nawet bym tego nie zauważył. W 1876 roku na powitanie Księcia Walii (późniejszego Króla Edwarda VII) Maharadża Sawai Ram Singh II kazał pomalować miasto na ten łososiowy kolor, symbolizujący gościnność. Od tego momentu stało się to tradycją i jest nawet regulowane lokalnym prawem.
Skorzystaliśmy z trasy proponowanej przez Lonely Planet i pochodziliśmy po starym mieście. Z zabytków na pierwszy ogień wybraliśmy charakterystyczny Hawa Mahal (Pałac Wiatrów), znany z fasady przypominającej plaster miodu. Efekt jest bardzo ciekawy, ale zdjęcia nie oddają rzeczywistości, w realu jest zdecydowanie brzydszy i jak to w Indiach – zaniedbany. Z tego też względu nie weszliśmy do środka i udaliśmy się do Pałacu Miejskiego. Ten kompleks pałacowy do dziś pozostaje oficjalną siedzibą rodziny królewskiej, ale jego część została otwarta dla turystów. Można tam zwiedzić parę małych muzeów oraz kilka dziedzińców. W przeciwieństwie do Pałacu Wiatrów widać, że o ten budynek dbają i warto tam zajrzeć.
Zachód słońca nad Jal Mahal i Atak Indyjskich Kolei
Wieczorem podjechaliśmy na zachód słońca za miasto do Jal Mahal, znanego Pałacu na Wodzie. Cóż, sama już droga do celu była ciekawa, gdy jechaliśmy przez biedne części Jaipur i mijaliśmy rzekę pełną śmieci. Sam pałac znajduje się na środku małego jeziora i jest częściowo zalany. Gdyby nie pływające śmieci i masa szczurów można by powiedzieć, że to całkiem urokliwe miejsce.
Podróżując tuk-tukami strasznie doskwierał nam smog i hałas. Oczy aż szczypały od spalin, a od ciągłych dźwięków klaksonu mieliśmy wrażenie, że głuchniemy. Wracając z Jal Mahal nasz kierowca musiał zatrzymać się na szybką herbatkę po drodze. Może smog też go już męczył…
Pro tip: Aplikacja Blinkit pozwala zamawiać towary z lokalnych sklepów, zarówno produkty spożywcze, kosmetyki czy chemię. Jest bardzo przydatna, ponieważ ma spory asortyment (w przeciwieństwie do sklepików na ulicach) i niskie ceny dostawy (nawet przy niewielkich zakupach dowóz często jest darmowy). Gdy tylko ją odkryliśmy kilka razy ratowała nas przed bezskutecznym poszukiwaniem przekąsek.
Na Jaipur poświęciliśmy jeden pełny dzień i następnego czekał nas już pociąg do Jodphur, czyli niebieskiego miasta. W drodze na dworzec taksówkarz zaczął nam opowiadać, że wszystkie pociągi odwołane i upewniał się czy na pewno jedziemy. Potwierdziłem, że nasz pociąg jest opóźniony tylko godzinę, ale poza tym tak, jedzie. Na miejscu przywitała nas tablica z odjazdami, gdzie 80% pociągów była anulowana, ale nasz wciąż widniał na zielono. Wyruszył dzień wcześniej z Varanasi z 4 godzinnym opóźnieniem, ale prawie 3 godziny nadrobił już po drodze. Rozpoczęło się czekanie. Po dwóch godzinach czekania na dworcu pociąg zbliżył się do granic miasta i przestał się ruszać, a godzinę później dalej stał w miejscu tak jak i my. Nie wiadomo było czy ruszy i jeśli tak to kiedy. Wyobrażaliśmy sobie jak będzie wyglądał pociąg jadący ponad 24 godziny z miasta zmarłych i nie był to piękny obraz. W dodatku perspektywa dotarcia na miejsce po północy nie brzmiała dobrze. W końcu zdecydowaliśmy się kupić lot do Jodhpur na kolejny dzień i zarezerwowaliśmy nocleg w Jaipurze. Z perspektywy czasu był to dobry pomysł, pociąg finalnie dojechał około północy do Jodhpur, a poruszanie się po tym mieście w nocy nie było bezpieczne, o czym przekonaliśmy się kolejnego dnia na miejscu. Zostając jedną dodatkową noc w Jaipur pojechaliśmy do naszej sprawdzonej lokalnej restauracji melinki, która serwowała przepyszne curry i najlepsze chlebki naan jakie jedliśmy. Może jednak ten dzień nie był stracony.

































Dodaj komentarz