21.08.2025 – 27.08.2025
Spis Treści:
- Przez stepy i góry Kazachstanu
- Astana / Nur-Sułtan
- Pociąg
- Ałmaty
- Kanion Szaryński i jezioro Kolsay
- Ptasi Żłobek „Sunkar”
Przez stepy i góry Kazachstanu
Na Kazachstan zaplanowany mieliśmy tydzień, czyli stanowczo za mało na zwiedzanie tego olbrzymiego, 9-go pod względem wielkości kraju. Skupiliśmy się więc na paru atrakcjach i miejscach: 2 dni w Astanie (stolica), 4 w Ałmatach, dzień w pociągu.
Kazachstan z góry na dół
Astana / Nur-Sułtan
Astana lub Nur-Sułtan powitała nas nowoczesnością i ogromnymi przestrzeniami (można się tu nachodzić). Samo miasto jest dosłownie pośrodku niczego, więc projektując je, miejsce nie stanowiło problemu. Problemy były inne i całkiem niebłahe, ponieważ w zimie temperatury spadają do -30, a latem wzrastają pod 40 stopni. W sierpniu miasto obyło się z nami łagodnie, serwując przyjemne 25 stopni. Wywarło na nas bardzo pozytywne wrażenie, turystów mało i zwiedza się je przyjemnie pieszo oraz Yandexem (tutejszy rosyjski Uber), bo na komunikację miejską nie ma co liczyć. Dla miłośników fotografii urbanistycznej to istny raj.
Pociąg
Nową stolicę Kazachstanu ze starą, Ałmatami, dzieli w linii prostej prawie 1000 km. Wolniejsze połączenia potrzebują 24 godzin, aby pokonać tę odległość, a przyspieszone niespełna 17 godzin. Dawno zapowiadana kolej wielkich szybkości na razie nie powstała.
17 godzin to może i długo, ale za cenę około 170 zł za osobę mamy kuszetki w prywatnym przedziale w wagonie typu „Luks”. Brakuje tylko prysznica jak w Finlandii, za to spora umywalka jest.
Prowadnica (проводница, czyli tutejszy konduktor) okazała się bardzo miłą panią i zważając na naszą znikomą znajomość rosyjskiego mówiła powoli i wykazywała się duża cierpliwością.
Widoki były dość monotonne, od początku do końca obejmował nas niezmierny step. Czasem płaski jak naleśnik, innym razem lekko pofałdowany, ale zawsze bez końca. I zawsze bez zasięgu.
30 minut wyganiania pszczoły, a potem wars, książka, spanie, śniadanie, znowu książka i jak z potwornie powolnego bicza strzelił byliśmy już w Ałmatach.
Ałmaty
Stara stolica różni się od nowej prawie pod każdym względem. Tam gdzie w Astanie były olbrzymie przestrzenie i względny spokój, tak w Ałmatach od dworca wita nas korkowy chaos i masa ludzi. Z drugiej strony czuć, że to miasto żyje. Jak powiedział nam taksówkarz, Ałmaty to miasto ludzi pracujących. Zauważmy, że jest to również miasto turystów, co ponownie stawia je w totalnym przeciwieństwie do Astany. Od zachodu i północy Ałmaty sąsiadują ze stepem, a od południa i wschodu z Górami Tienszan. Góry wysokie, z 4-tysięcznikami, ale ledwo je widać w rozgrzanym powietrzu. Za to step ciągnie się w nieskończoność.
Nieprzyjemnym zaskoczeniem okazał się nasz hostel Wanderlust, polecany przez wszystkie blogi i fora, jako czysty oraz bardzo przyjazny i pomocny. W rzeczywistości obsługa jest tak pomocna, że zapomina wspomnieć o niedziałającym prysznicu przy naszym pokoju. Poza tym dominuje brud, okropny zaduch, a ludzie kręcą się jak duchy. Coś zdecydowanie poszło nie tak. Hotele w Ałmatach były bardzo drogie, więc padło na prywatny pokój w tym hostelu. Opinie kłamią. Mieliśmy spędzić tam 4 noce, ale po już pierwszej znaleźliśmy mieszkanie na pozostałe dwie. W dodatku z pralką, więc odświeżymy naszą ograniczoną garderobę.
Pomimo negatywnych początkowych wrażeń, Ałmaty są bardzo żywym, pełnym energii miejscem. Mają sporo deptaków i parków, do tego porządny bazar w centrum i pełno ciekawych knajpek. Więc pod koniec pobytu zapominamy o negatywnych odczuciach.
Kanion Szaryński i jezioro Kolsay
Kazachstan jest dość trudnym krajem do zwiedzania dla osób wpadających w kategorie:
- ograniczone fundusze,
- ograniczony czas,
- niechęć do zorganizowanych wycieczek,
- brak żyłki hazardzisty łapiącego stopa na środku stepu.
Natomiast opcje zwiedzania są następujące:
- prywatny kierowca, który obwiezie i poczeka,
- wycieczka z 40 lokalesami, Chińczykami i Rosjanami,
- podróżowanie stopem i dzieloną taksówką, ponieważ kursy marszrutek są mocno ograniczone.
Jak widać nie łączy się to ze sobą. Finalnie ze względu na czas i koszty, zdecydowaliśmy się na 16 godzinna wycieczkę obejmującą 3 kaniony, w tym najważniejszy, Szaryński oraz Jezioro Kolsay.
Pech chciał, że akurat nad Jeziorem Kolsay porządnie się rozpadało, więc widoki były mizerne. Mając sporo czasu, można się przejść na drugie jezioro, położone około 400 m wyżej, bo już na 2300 m n.p.m. Jednak czas, podobnie jak pogoda nie była po naszej stronie. Grafik napięty, kolej na kaniony.
Kanion Szaryński (Charyn) nazywany jest przez niektórych Wielkim Kanionem Azji Centralnej. Te osoby zdecydowanie nie widziały kanionu w USA. Niemniej, wciąż jest całkiem zacnym kanionem, bardzo fotogenicznym i jedną z największych atrakcji Kazachstanu, wiec zdecydowanie warto go zobaczyć.
Można zejść w głąb oraz podziwiać z góry. W planie wystarczało czasu na jedną z tych opcji, a „przewodnik” niezmiennie ostrzegał, że autobus może poczekać do 20 minut, a potem odjedzie, zostawiając nieszczęśliwców wśród bezkresnych stepów Kazachstanu. Metodą kompromisu przeszliśmy do połowy trasę w głębi kanionu i do połowy górą. Kanion Szaryński to zdecydowanie najważniejszy punkt programu i warty tych 16 godzin.
W Ałmatach zameldowaliśmy się o 21:30 i totalnie wypluci wróciliśmy do naszej melinki na zasłużony sen.
Ptasi Żłobek „Sunkar”
Dzień przed odjazdem wybraliśmy się zobaczyć „Sunkar Falcon Nursery”, który zajmuje się zwiększeniem populacji sokołów oraz orłów. Liczba osobników została przetrzebiona przez eksport ptaków, głównie do Arabii Saudyjskiej. Zajmują się również ptakami odzyskanymi z nielegalnego handlu zwierzętami. Do tego prowadzą też tradycyjne pokazy z sokołami i orłami.
Tak to wygląda na papierze, w praktyce ciężko nam potwierdzić lub zaprzeczyć. Akurat w dzień (wtorek), w który zdecydowaliśmy się odwiedzić ten ośrodek nie było pokazów. W Internecie można znaleźć informacje, że są organizowane codziennie o 17:00 poza poniedziałkami, na miejscu jest napisane, że są codziennie o 16:00, a w praktyce pokaz będzie kolejnego dnia… Nie ma też nikogo kto mógłby opowiedzieć coś o ich działalności. Po zakupieniu biletów wstępu można zobaczyć zwierzęta pozostające pod opieką ośrodka. Nie jest to piękny widok, ponieważ ptaki zamknięte są w bardzo małych, surowych klatkach. Może pracownicy Sunkara faktycznie robią dużo dobrego, ale na pierwszy rzut oka tego nie widać.
Zaliczamy jeszcze krótki, stromy spacer w pobliskich górach z pięknym widokiem na Ałmaty i wracamy wieczorem do miasta. W kolejny dzień jedziemy już do Biszkeku!



















































Dodaj komentarz