Huangshan

Huangshan – zupełnie nieturystyczna Żółta Góra

Huangshan

Huangshan – zupełnie nieturystyczna Żółta Góra

26.09.2025 – 29.09.2025

Spis Treści:

  1. Chiny – ostatni przystanek
  2. Góra Huangshan – szczęśliwa pomyłka w planach
  3. Chińskie wioski
  4. Pożegnanie z Chinami

Chiny – ostatni przystanek

Miasto Huangshan w prowincji Anhui było naszym ostatnim turystycznym przystankiem w Chinach kontynentalnych. W pobliżu miasta znajduje się Żółta Góra, czyli Huangshan po chińsku. To nazewnictwo powoduje sporo zamieszania na dworcach autobusowych. W okolicach rozsiane są też tradycyjne chińskie wioski z XI – XII wieku, w których zachowano oryginalne budownictwo i układ dróg. Mając 2 dni w Huangshan planowaliśmy zobaczyć obie atrakcje, a jako bazę wybraliśmy dzielnicę Tunxi. To właśnie tutaj poczuliśmy pierwszy raz nieznośne upały, gdy w ciągu dnia temperatura oscylowała w okolicach 35 stopni, a wilgotność przewyższała 80%. Odbierało to całkiem siły, ale w górach upatrywaliśmy nadziei na przyjemniejsze warunki.

Góra Huangshan – szczęśliwa pomyłka w planach

Przyznaję, że szukając miejsc do odwiedzenia w Chinach coś pomieszaliśmy i wybraliśmy Huangshan, jako mniej turystyczną alternatywę do gór z Avatara w Zhangjiajie. W pociągu do miasta doczytaliśmy, że Żółta Góra, jest najbardziej ukochaną górą Chińczyków, a w kraju popularne jest powiedzenie:

„Kto zobaczył Pięć Wielkich Gór Chin, ten nie musi już oglądać innych gór; a kto zobaczył Huangshan, temu niepotrzebne są już nawet te Pięć Wielkich Gór.”

Tłumacząc na nasze – będzie extra tłoczno.

Na miejscu okazało się, że będzie też bardzo drogo. Chociaż bilet wstępu był 50% tańszy dla turystów, to kolejki linowe już nie. Masyw Huangshan jest opleciony ogromną ilością schodów oraz kilkoma kolejkami linowymi i jedną linowo-terenową. Góry te są niesamowicie strome. Chcąc jak najwięcej zobaczyć bez spędzania tam nocy (co jest możliwe dzięki paru hotelom na szczycie) wjechaliśmy tylnią stroną, przeszliśmy tysiącami stopni do centralnej części góry, aby następnie przejść wzdłuż zachodniego kanionu kierując się ostro w dół. Stamtąd wspięliśmy się kolejką do centralnej części masywu, by przejść niezliczoną masą schodów do widokowej kolejki z przodu góry i zjechać nią na dół do autobusu. To skomplikowane, ale jak widać możliwe.

Pro tip – strona chinadiscovery.com znakomicie opisuje tę, jak i inne atrakcje w Chinach. Można znaleźć mapki, trasy, opisy dojazdów. Jest nieoceniona w planowaniu podróży.

Nie planując specjalnie, ale dzięki głupiemu szczęściu, nasza trasa wiodła częściej w dół, niż w górę. Zwłaszcza w rejonie zachodniego kanionu. Jednak nasze kolana i nogi nie są przyzwyczajone do tak dużej ilości schodów, więc ból łydek towarzyszył nam jeszcze przez dobrych parę dni. Chińczycy chyba mają na to sposób, bo schodzą tyłem. Robią to jednak tak nieporadnie, że blokują całe ścieżki powodując zatory. Z premedytacją trzeba było się przyciskać i wymijać próbujących zejść tyłem i kurczowo trzymających się barierek ludzi. Ilość turystów w tym parku była wprost proporcjonalna do ilości atrakcji. Pomimo dość pochmurnej pogody widoki nie zawodziły. Oprócz strzelistych szczytów, park jest znany z sosen rosnących na szczytach, często też mocno powykrzywianych.
Brakowało tylko tego, co w górach cenimy tak bardzo, czyli spokoju i ciszy 🙂

Chińskie wioski

W niewielkich odległościach od Tunxi znajduje się kilka tradycyjnych wioseczek. Za radą przewodnika skierowaliśmy się do Hongcun, oddalonego około godziny – półtorej busem od Tunxi. Wioska znana jest z ciekawego planu, przypominającego bawoła. Sporej wielkości zbiornik wodny ma kształt żołądka zwierzęcia, a uliczkami poprowadzone są kanały wodne, odpowiadające jego jelitom. Mosty reprezentują nogi zwierzęcia. Przyznam, że gdybym o tym nie przeczytał, to nawet nie przyszło by mi to do głowy… Natomiast niech za odpowiednią rekomendację posłuży fakt, że w tej właśnie wiosce kręcono film Przyczajony tygrys, ukryty smok. Kto widział, ten będzie wiedział 🙂

Wioska jednak trochę nas zawiodła, sama w sobie była ładnie utrzymana i odrestaurowana, ale brakowało ciekawych kawiarni, sklepików czy restauracji. Oprócz tego, samo wejście na zamknięty teren dawnej wioski był płatny. Początkowo planowaliśmy wracając do Tunxi zahaczyć o jeszcze jedną wioskę – Xidi, ale po sprawdzeniu, że również jest biletowana i w zasadzie podobna do Hongcun, zdecydowaliśmy się wrócić do Tunxi, a stamtąd na dworzec.

Pożegnanie z Chinami

Wieczorem wsiedliśmy do naszego ostatniego chińskiego pociągu zmierzającego do Shanghaju. To miasto odwiedziliśmy podczas naszej poprzedniej wizyty, więc tym razem potraktowaliśmy tylko jako sypialnie przed rannym lotem do Tajpej.

Podróż po Chinach była niesamowitym rollercoasterem z grafikiem napiętym do granic. Można mieć różne opinie o polityce tego kraju i jego mieszkańcach, ale nie można mu odmówić wspaniałych atrakcji i różnorodności. Ten kraj jest tak rozległy, że można znaleźć w nim wszystko, a podróżowanie po nim jest wbrew pozorom całkiem łatwe. Pod tymi względami Chiny przypominają USA, z którymi tak zaciekle rywalizują.


KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY