Drugie oblicze Uzbekistanu – Kotlina Fergańska

Drugie oblicze Uzbekistanu – Kotlina Fergańska

09.09.2025 – 12.09.2025

Spis Treści:

  1. W drodze do Uzbekistanu
  2. Margilan

W drodze do Uzbekistanu

Osz chyba nie da się lubić, byliśmy w dwóch różnych częściach miasta i krótko mówiąc przerażały. Karakol to nie jest. A toaleta przy dworcu zajmuje na razie pierwsze miejsce w kategorii obskurnych. Okropny brud i smród, brak mydła, mężczyźni myjący nogi w umywalce. Chciałoby się wstrzymać oddech i nic nie dotykać. To wszystko utwierdziło nas w przekonaniu, że wcześniejsza ewakuacja do Uzbekistanu to dobry pomysł.

Z Osz do granicy z Uzbekistanem jest dosłownie rzut kamieniem. Właściwie granica jest jak kolejna dzielnica miasta. Zdecydowaliśmy się na bus 777 jadący do uzbeckiego Andijon, z którego można już pociągiem dostać się do Margilionu, które było naszym miejscem docelowym. I ostatecznie przed 17:00 byliśmy na miejscu, więc biorąc pod uwagę, że z Sary Mogol wyjechaliśmy przed 9:00 to całkiem dobry czas. I wszystko poszło by sprawnie, poza jednym, małym incydentem na granicy, który prawie przyprawił nas o zawał. Zawsze przejeżdżając granicę należy wysiąść z busa i zabrać swój bagaż. Czytaliśmy, że nasz bus, który niedawno przywrócono do operacji, ma dedykowaną kontrolę graniczną. Po stronie kirgijskiej chcieliśmy zabrać plecaki, ale kierowca powiedział, że mamy zostawić, poszliśmy więc do kontroli bez nich. Niestety zgubiliśmy też ludzi z naszego busa, ale szliśmy jak reszta i sama kontrola poszła bez problemu. Następnie polecieliśmy na stronę uzbecką zgodnie ze strzałkami. I tutaj popełniliśmy kardynalny błąd, trzeba było wrócić do busa po bagaż. Na kontroli paszportów zaczęły się pytania gdzie bagaż. W końcu mnie odesłali po plecaki, a Dominika została przy okienku (wzięli jej już paszport). Myślałem, że wrócę do niej z plecakami, ale pogranicznik kazał mi zostać w busie i przejść odprawę jak resztą załogi 777. Stresu co nie miara, internet nie działa, więc nie było jak się skontaktować z Dominiką. Po przejechaniu granicy rozpoczęła się akcja poszukiwawcza. Kierowca wypatrzył Dominikę w tłumie Uzbeków, którzy chcieli ją już zawieźć do Margilanu, jednocześnie mówili, że może na mnie czekać z 2-3 godziny, więc lepiej jakby się schowała się przed słońcem w jednej z lokalnych restauracji. Dobrze, że nie posłuchała, bo oczekiwanie trwało nie więcej niż 30 minut.

Margilan

W tym małym miasteczku w Kotlinie Fergańskiej zrobiliśmy bazę na parę dni, aby odpocząć po intensywnym Kirgistanie oraz trochę nadrobić planowanie kolejnych tygodni. Margilan jest znany z jedwabiu, można tutaj zobaczyć z bliska proces produkcji i oczywiście zakupić gotowe szmatki, tudzież dywany. Jedwabne dywany od razu możemy skreślić listy zakupów, za najtańsze, wielkości małej wycieraczki, żądają ponad 1000$. Wielomiesięczna praca i mnóstwo jedwabiu potrzebnego na stworzenie dywanu uzasadnia taką cenę. Natomiast chusty są już w dużo bardziej przystępnych cenach. Oprócz tego są też produkty z bawełny oraz adrasu, czyli połączenia jedwabiu z bawełną.
Margilan jest też ciekawym miejscem z innego powodu, otóż jest to bardzo tradycyjne miasteczko, turystów co kot napłakał (przynajmniej podczas naszego pobytu), więc można przyjrzeć się Uzbekom i ich codziennym życiu. Tak samo jak oni przyglądali się nam, ponieważ byliśmy dla nich sporą atrakcją turystyczną. Dzieci i nie tylko ciągle witały się z nami na ulicach. Nieustające „hello” od młodszych i „salam” od starszych nie opuszczało nas na krok. Ulicami pędzą Damas’y, czyli malutkie busiki, które stanowią tutaj połowę wszystkich samochodów. Nawet ambulans jest przerobionym Damasem.

Podczas naszego pobytu spróbowaliśmy wielu lokalnych przysmaków:

  • Samsy – pieczone w rozgrzanych piecach na chodniku, pełne aromatycznej baraniny z cebulą.
  • Szaszłyki baranie i baranio-wołowe w lokalnej melince.
  • Najlepszej pizzy w najlepszej restauracji, która okazała się chlebem z mnóstwem dodatków.
  • Lokalnego „piwa”, które było przesłodkim, gazowanym sokiem gruszkowy konsumowanym przez lokalesów.

Odwiedziliśmy też lokalny bazar za miastem, czynny tylko dwa razy w tygodniu (nd i czw), na który zjeżdżają się sprzedawcy z pobliskich miasteczek. Przerósł on nas swoim ogromem i ilością produktów, to Makro wśród lokalnych targów. Na pocieszenie, w ramach atrakcji, wróciliśmy marszrutką Damas do miasta.

Pro tip – nie dziwcie się, gdy zamiast reszty dostaniecie gumę do żucia lub cukierka. Banknoty o nominale 1000 Somów są rzadkie i często sprzedawcy stosują takie alternatywy wydawania reszty.

Proces produkcji jedwabiu
Życie w Margilanie

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY