Chiny w High Definition

Chiny w High Definition

21.09.2025 – 23.09.2025

Spis Treści:

  1. Zhangye tak pyszne jak ostre
  2. Prognoza pogody – cloudy with a chance of rainbows
  3. Czy to USA czy ChRL?
  4. Stały jest tylko pociąg

Zhangye tak pyszne jak ostre

Miasto Zhangye było kolejnym przystankiem ma trasie Jedwabnego Szlaku. Dotarliśmy do niego koło południa i udaliśmy się na poszukiwanie jedzenia. W Chinach nie mamy patentu na szukanie knajpek. Z aplikacji anglojęzycznych chyba najlepiej wypadają Mapy Apple, ponieważ mają zintegrowane opinie z aplikacji DianPing, najpopularniejszego serwisu z recenzjami restauracji w Chinach. Jednak wciąż ilość informacji i obiektów odbiega od Google Maps na zachodzie czy Azji Południowo-Wschodniej. Kierując się właśnie poleceniami z DianPing wpadliśmy do małej knajpki serwującej popularny w tym regionie, ręcznie rozciągany makaron zalany wołowym bulionem i ogromną ilością syczuańskiego oleju. Porcja zupy, jajko i kiszonki kosztowały 6 zł. Było pyszne i piekielnie ostre, odpokutowaliśmy to później…

Wyprzedzając trochę bieg wydarzeń, wieczorem zjedliśmy przesmacznego hot pota. Nauczeni doświadczeniem z pierwszej wizyty w Chinach, a także jedzeniem w Japonii, wyszedł on nam znakomicie. Garnek był podzielony na część „normalną” oraz ostrą, z ogromną ilością syczuańskiego oleju. Ta czerwona połowa pokonała nas doszczętnie, ale reszta była bardzo smaczna.

Prognoza pogody – cloudy with a chance of rainbows

Pierwszego dnia wybraliśmy się do Zhangye Danxia National Geological Park, nie mieliśmy dużo czasu, ale ponieważ bilet wstępu jest ważny dwa dni, to postanowiliśmy już w ten dzień wybadać teren. Oczywiście nie trafiliśmy w rozkład busów i wyczekaliśmy się ponad godzinę na odjazd autobusu w stronę parku. Zjadło to sporo cennego czasu, który nam pozostał. Na miejscu okazało się, że w po parku turystów rozwożą autobusy, zatrzymując się przy punktach widokowych gdzie można wysiąść i pochodzić po przygotowanych ścieżkach. I tylko po nich. Działając na czuja ominęliśmy pierwszy przystanek i dopiero na drugim zdecydowaliśmy się eksplorować platformy. Z perspektywy czasu wybraliśmy chyba najsłabszy z dostępnych punktów. Pogoda nie była najlepsza, ale pomimo tego góry prezentowały swoje tęczowe warstwy. Nawet w słabym świetle robiły wrażenie. W strachu, że nie zdążymy na ostatni bus, w związku ze słabą pogodą oraz perspektywą słońca kolejnego dnia, zdecydowaliśmy wrócić po tej krótkiej eksploracji. To również nie był najlepszy wybór tego dnia, ponieważ tuż przed zachodem słońca niebo się przejaśniło i ominął nas zapewne piękny festiwal kolorów.

Kolejnego dnia, tym razem rano powtórzyliśmy naszą trasę ma dworzec i do parku. Prognoza pogody się nie sprawdziła, niebo zachmurzyło się jeszcze bardziej, tak jak nasze humory w reakcji na nie, a morale spadły wraz z temperaturą powietrza. Skupiliśmy się na pozostałych punktach w parku, w jego północnej-zachodniej części. Pozostała, dużo większa część wymaga specjalnych wycieczek. Tęczowe góry wynagrodziły nam paskudną pogodę pięknymi kolorami. Ruchy tektoniczne pofałdowały teren, a erozja odsłoniła kolorowe warstwy, dzięki czemu ten obszar zyskał swoją nazwę.

Czy to USA czy ChRL?

Po schodzeniu prawie wszystkiego co było możliwe w Danxia, przejechaliśmy taksówką do drugiego pobliskiego parku, nie tak popularnego jak tęczowe góry, ale również imponującego. Binggou Danxia Geological Park znany jest z bardzo ciekawych formacji skalnych, które Chińczycy swoim zwyczajem ponazywali czasem w ciekawy sposób jak Żaba patrzącą na Czerwone Chmury, Egipski Faraon, Louvre czy Szczyt Złotego Lwa.
Na myśl od razu przyszły nam podobne formacje skalne z Arizony i Utah.
Sposób zwiedzania parku jest podobny do Danxia, autobus zatrzymuje się na przystankach z których można eksplorować teren poruszając się po wyznaczonych ścieżkach. W związku z coraz to gorszą pogodą w całym parku było około 10 osób. Niestety zdjęcia nie wyszły najlepiej, ale cieszyliśmy się z chwilowego spokoju o który w Chinach jest raczej ciężko.

Powrót do Zhangye okazał się większym wyzwaniem niż początkowo zakładaliśmy. Spóźniliśmy się parę minut na busa do miasta, więc musieliśmy czekać ponad godzinę na kolejnego. Gotowi już byliśmy wydać ponad 100 zł za taksówkę, ale żadnej w pobliżu nie było. Co więcej, autobus nie miał normalnego przystanku, więc musieliśmy ostatnie 20 minut przeczekać na poboczu autostrady wypatrując potencjalnego busa. Półtorej godziny później i paru wioskach szczęśliwie dotarliśmy do miasta. Zmęczeni i głodni trafiliśmy do raju na ziemi, czyli supermarketu. I to nie byle jakiego, na środku dumnie prezentowała się strefa gastronomiczna, a w jej centrum lepiono pierogi, które świeżo po ugotowaniu można było zjeść w zupie słodko-kwaśniej lub luzem. Po sporej ilości tłumaczenia w końcu udało nam się zamówić wersję z jajkiem i szczypiorem. Była pyszna.

Stały jest tylko pociąg

Naszym kolejnym przystankiem w Gansu było Lanzhou, do którego zamierzaliśmy dojechać nocnym pociągiem. Jako, że z Zhangye ruszał dopiero o 1:00 w nocy, to przedłużyliśmy nasz pobyt w hotelu na tą dobę hotelową. Początkowo w planach mieliśmy pranie i krótką drzemkę, ale ponieważ z parku wróciliśmy późno, a nasze wyprane ciuchy suszyliśmy prawie do północy to spanie czekało nas dopiero w kuszetkach.
Same kuszetki były dość wygodne, udało nam się dostać środkowe (w trzypiętrowej kondygnacji łóżek, więc nie musieliśmy wdrapywać się pod sam sufit. Pościel, poduszka, wszystko w porządku. Stan toalety i wyłaniające się z niej zapachy pominę…

W ten sposób po 7:00 rano dotarliśmy do Lanzhou, gdzie po szybkim śniadaniu kontynuowaliśmy podróż. A gdzie, to już w kolejnej relacji.

3-piętrowe kuszetki


KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY