Jezioro półksiężyca na Gobi

Chiny da się lubić

Jezioro półksiężyca na Gobi

Chiny da się lubić

19.09.2025 – 21.09.2025

Spis Treści:

  1. Długa podróż do kraju środka
  2. Urumczi – na granicy kultur
  3. Dunhuang – oaza na Pustyni Gobi
Chiński plan w pigułce - mapa
Chiński plan w pigułce

Długa podróż do kraju środka

Chiny naturalnie wpasowały się w koncept podróży Śladem Jedwabnego Szlaku, chociaż był to w większości pretekst, ponieważ po ostatniej wizycie w Chinach mieliśmy niedosyt tego kraju. Uściślając, po powrocie z Chin, powiedziałem, że już tam nie wrócę, ale kilka miesięcy refleksji i wspólnie doszliśmy do wniosku, że zdecydowanie niewystarczająco zobaczyliśmy i w sumie to nawet fajnie było. W ten sposób Chiny wróciły do łask i wpisały się w plan podróży.

Z Dushanbe polecieliśmy w nocy do Ałmatów, gdzie spędziliśmy parę godzin w hotelu kapsułowym na lotnisku i rano wsiedliśmy do samolotu lecącego do Urumczi. Jest to swego rodzaju brama do Chin z tamtej części Azji Centralnej. W Urumczi mieliśmy parę godzin przed naszym wieczornym lotem do Dunhuang, gdzie w końcu czekał na nas hotel.

Urumczi – na granicy kultur

Miasto Urumczi, położone w Regionie Administracyjnym Sinciang, pełniło bardzo ważną rolę na Jedwabnym Szlaku, będąc kluczowym węzłem komunikacyjnym łączącym zachód z Chinami. Również w Nowym Jedwabnym Szlaku, czyli Pasie i Szlaku, inicjowanym przez Chiny, Urumczi pełni funkcję węzła tranzytowego, głownie kolejowego, na trasie do Kazachstanu.

Ze starego Jedwabnego Szlaku pozostał w mieście największy bazar na świecie, adekwatnie nazwany Wielkim Bazarem. Tam też udaliśmy się metrem po wylądowaniu, przejściu niezliczonej liczby kontroli paszportów, bagażu, a także wymazów.
Po spędzeniu miesiąca w Azji Środkowej ten bazar wydał nam się dziwnie znajomy i jednocześnie totalnie odmienny od znanych nam targów chociażby z Uzbekistanu. Architektura podobna, towary również (sprzedają nawet plov), wielka menara stoi na środku placu. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegliśmy ważne różnice – na stoiskach kawa, a nie herbata, a w całym miejscu nastrój festynu i zabawy oraz wielkie jak śliwki daktyle! Nawet nikt specjalnie nie nagabywał i nie naciągał do zakupów. I oczywiście skanowanie bagażu i paszportów na wejściu. Zdecydowanie opuściliśmy kraje Azji Środkowej.

Trzeba uczciwie przyznać, że Chińczycy zrobili tam lekki Disneyland, ale również, że wyszło im to całkiem dobrze. Po szybkim zwiedzaniu ułamka procenta bazaru i lagmanie (makaron z wołowiną) na obiad wróciliśmy metrem na lotnisko odebrać nasze bagaże z przechowalni i rozpocząć kolejny proces skanowań na drugi lot.

Na miejscu okazało się, że jakimś cudem imię Dominiki źle wprowadzili do systemu, chociaż na bilecie było poprawnie, więc nalataliśmy się pomiędzy okienkami, aby to naprawić (komunikując się Google Translate). Nadając bagaż, obsługa wykryła coś w moim plecaku co im się nie spodobało, więc musiałem wyciągać rzeczy i ponownie skanować. Ostatecznie nie wiem co było nie tak. Cieszyliśmy się na myśl, że to nasz ostatni samolot przed wylotem do Tajwanu. Po wylądowaniu w Dunhuang na wpół żywi dojechaliśmy taksówką do hotelu, aby zasnąć snem sprawiedliwych.

Dunhuang – oaza na Pustyni Gobi

Dunhuang leży w zachodniej części Prowincji Gansu, w której planowaliśmy zabawić dłużej przejeżdżając ją pociągami z zachodu na wschód.

Dunhuang jest częścią Szlaku Jedwabnego, a także kolebką buddyzmu w Chinach. Właśnie w te rejony zawędrował wędrowny buddyjski mnich Le Zun okolo 365 r n.e. i zaczął drążyć groty w skale w Mogao po tym jak doznał wizji Tysiąca Buddów. Do grot można wybrać się tylko z przewodnikiem i najlepiej zarezerwować bilety z wyprzedzeniem, ponieważ wyprzedają się jak świeże bułeczki. Sęk w tym, że obcokrajowcy nie mogą ich kupić przez Internet, udaliśmy się więc z samego rana do kasy i ze sporą pomocą pracujących tam pań zdołaliśmy załatwić „emergency tickets” na anglojęzyczną grupę o 14:30. Mój telefon wędrował z rąk do rąk, ale w końcu wrócił razem z biletami do właściciela.

Godzina 14:30 była chyba lekko umowna i dobrze, że wróciliśmy wcześniej, ponieważ o 14:00 skierowali nas do kina na krótki pokaz, a przed 14:30 byliśmy już w autobusie do Mogao.

Grot nie można fotografować wewnątrz i właśnie tam kryją się ich największe skarby, czyli posągi Buddy i malowidła ścienne. Same groty pochodzą z okresu IV – XIV wiek n.e., część zachowała się praktycznie w oryginale, a część była odnawiana na przestrzeni wieków. Przebywanie w grocie z przed 1500 lat działa na wyobraźnię i zachęca do refleksji o życiu w tamtym okresie.

Groty warto odwiedzić i zdecydowanie jest to atrakcja na skalę światową.

Pro Tip – w Chinach mało kto mówi po angielsku i jako turyści często nie mamy też dostępu do internetowych rezerwacji. Jednocześnie dla zachodnich przyjezdnych często wydzielana jest mała pula biletów, które można zakupić na miejscu. Biorąc pod uwagę fakt, że w Gansu widzieliśmy tylko garstkę ludzi spoza Chin, to z wejściówkami nie było dużego problemu.

Czekając na naszą wycieczkę do grot, udaliśmy się na drugą atrakcję Dunhuang, czyli na Pustynie Gobi, z którą graniczy to miasto.

Wydmy na pustyni to istny sztos! Są tak fotogeniczne, że cały czas chce się robić zdjęcia. Polecamy również zakupić ochraniacze na buty, które blokują piasek przed wsypaniem się do nich. Najlepiej wydane 2.5 złotego w życiu. Podejście na wydmę jest męczące, ale sprytni Chińczycy położyli drabinę, więc stopy mają się o co oprzeć. A widok z góry zniewala i jest w pełni wart podejścia ponad 100 m w górę. Z jednej strony rozpościera się po horyzont Pustynia Gobi i wydma za wydmą. Z drugiej strony widać Jezioro Półksiężyca, do którego można zjechać na saniach z wydmy. Nie mogliśmy sobie odpuścić tej przyjemności, a sanie rozpędzały się tak szybko, że trzeba było mocno wciskać ręce w piach, aby je wyhamowywać.

Po naładowanym atrakcjami dniu i kolacji na nocnym markecie czekało nas ponowne pakowanie, bo kolejnego dnia jechaliśmy już pociągiem do Zhangye, nieopodal którego są pewne kolorowe, tęczowe góry, które już parę lat temu obiecałem Mojej Żonie.


KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE WPISY