21.11.2025 – 22.11.2025
Spis Treści:
Sawai Madhopur – ciekawa odmiana od dużych miast
Z Delhi ruszyliśmy pociągiem do Sawai Madhopur, małego miasteczka będącego bramą do Parku Narodowego Ranthambore, znanego z licznej populacji tygrysów bengalskich. Pociągi zaczynały być już dla nas chlebem (naanem) powszednim, jedynie 5 godzin i byliśmy na miejscu. W Sawai Madhopur planowaliśmy safari, licząc, że uda nam się zobaczyć wielkiego kota z bezpiecznego wnętrza jeepa. Park Ranthambore podzielony jest na 10 stref, część z nich daje większe szanse na zobaczenie tygrysów, część niższe. Niektóre lepiej odwiedzać rano, inne wieczorem, część w porze suchej, a inne w deszczowej. Bilety rozchodzą się bardzo szybko i próbując zarezerwować safari, okazuje się, że pozostało już tylko parę wejściówek w niechcianych strefach lub porach. Natomiast dziwnym trafem miejscowe hotele są w stanie zaoferować wycieczkę w pożądanej strefie, nawet tylko parę dni przed przyjazdem. Oczywiście miejscowi wykupują bilety jak na pniu i potem sprzedają je 2 razy drożej. Czasami jest to jednak jedyne wyjście. W ten sposób udało nam się kupić safari w dobrej strefie na ranny slot, ale ze względu na dużą przebitkę nie braliśmy już dodatkowej popołudniowej wejściówki.
Pro tip: Próbując kupić bilet na safari samodzielnie trzeba się uzbroić w cierpliwość i czujność. Przede wszystkim musimy znaleźć dobrą stronę parku (fałszywe czasem mają nawet w nazwie domeny gov). W naszym przypadku strona nie działała bez VPN do Indii. Poza tym, strona jest wyłączona na noc!
Park Ranthambore – Safari z jeleniami
Rano zostaliśmy zapakowani do ciężarówki bez dachu, zwanej tutaj canteerem. Byliśmy jednymi z pierwszych, więc przez następną godzinę jeździliśmy po miasteczku zbierając pozostałych turystów. Dopiero po skompletowaniu całego jeepa ruszyliśmy do parku. Cała wycieczka trwała może około 4 godziny. Niestety, tygrysów widać nie było – kierowca i przewodnik kombinowali i szukali, ale na próżno. Innym zespołom udało się je zobaczyć, nam niestety nie. Z pozostałych zwierząt, dostrzegliśmy w oddali krokodyla, mignęła nam mangusta, langury, masę pawi i od cholery jeleni. Tylko tyle się dowiedzieliśmy, bo przewodnik poza wskazaniem palcem i podaniem nazwy zwierzęcia więcej już nie mówił. Zawiedzeni wróciliśmy do wioski. Było to niestety safari w stylu indyjskim. Mieliśmy spore nadzieje związane z tym parkiem, ale prawda jest taka, że ani flora, ani fauna nie zrobiły dużego wrażenia. Wiadomo, że wszyscy jadą zobaczyć tygrysy, ale poza nimi park nie oferuje zbyt wiele. Ponadto jakość przewodnictwa stoi na niskim poziomie.




























Dodaj komentarz