24.10.2025 – 27.10.2025
Spis Treści:
- Pierwsze wrażenia i hinduskie klimaty
- W ramce przyszłości nie widać 90% mieszkańców
- Stara dzielnica po obu stronach rzeki
- A śniadania jadamy w Burj Khalifie
Pierwsze wrażenia i hinduskie klimaty
Zjednoczone Emiraty Arabskie, a przede wszystkim Dubaj były marzeniem Dominiki od dawna. W związku z pandemią ominęły ją delegacje do tego emiratu i starała się już od dłuższego czasu wpleść ten kierunek do jednej z naszych podróży. W końcu się udało, ponieważ jest to dobry punkt przesiadkowy do Nepalu. W końcu spora liczba Nepalczyków potrzebuje dostać się do pracy w emiratach… Jako, że nasza podróż z wielu względów musiała być mocno budżetowa, to Dubaj stanowił nie lada wyzwanie, zaczynając od samego hotelu. Zależało nam też na możliwości prania, więc zdecydowaliśmy się na małe mieszkanie w miarę blisko lotniska i stacji metra ADBC. Okazało się później, że mieszkamy na hinduskiej dzielnicy, poza tym wszystko było ok 🙂
Ponieważ wylądowaliśmy po 2:00 w nocy, długo odsypialiśmy, a resztę dnia spędziliśmy w Dubai Mall, gdzie próbowałem, znaleźć nową czapkę z daszkiem. Mój zasłużony w bojach Salomon przepadł w Turcji, prawdopodobnie w autobusie do Goreme. Po długich poszukiwań skończyło się na nie najpiękniejszym, ale użytecznym i tanim egzemplarzu z Decathlonu, który zostanie ciekawą pamiątką z Dubaju. Po schodzeniu mall’a i subway’u na późny obiad udaliśmy się na pokaz fontann przed Burj Khalifa. Nie był to singapurski poziom, który do dzisiaj mnie powala, ale rozświetlony najwyższy budynek świata w tle ratuje każdą sytuację. Fontanny pryskały, ale oświetlona Burj Khalifa skradła cały show. Faktycznie robi wrażenie i zdjęcia nie oddają jej ogromu.
W ramce przyszłości nie widać 90% mieszkańców
Chcąc zwiedzać Dubaj, za większość atrakcji musimy zapłacić. I to dość słono. Oczywiście, że na Burj Khalifę chcieliśmy wjechać, więc jako drugą atrakcję wybraliśmy Dubai Frame, czyli słynny budynek w kształcie złotej ramki. Nie spodziewaliśmy się, że nie tylko ramka jest płatna, ale także cały park w której stoi jest zamknięty i biletowany razem z nią. Udaliśmy się tam rano, najpierw 20 minut pieszo na metro, potem 2 przystanki tymże środkiem transportu i kolejno 40 minut pieszo do ramki. Po takiej eskapadzie już na początku miałem dość, a kupując bilety okazało się, że jest już kolejka na prawie 2 godziny. Zignorowaliśmy tą informację, zakładając że na pewno przesadzają. Nie przesadzali… Niby taka mała atrakcja, a zeszło nam okropnie dużo czasu. Z góry widoki 5/10, za to największa atrakcja to przeszklona podłoga. Przypomniało nam się otwarcie ostatniego rozdziału Oszukać Przeznaczenie…
Ponieważ ramka jest jedną z tańszych opcji, to razem z nami były rzesze Hindusów. Jak to w Dubaju, można było też zapłacić 4 razy więcej, aby wejść bez kolejki. Przed wjazdem na górę budowli można zobaczyć jak wyglądał Dubaj przed wielkim boomem, natomiast to co jest jeszcze ciekawsze to prezentacja wizji Dubaju w przyszłości, która czeka na zwiedzających po zjechaniu na dół. Oj mocno odlecieli nasi Arabowie z wyobraźnią pokazując stacje kosmiczne, a także w pełni autonomiczne domy i roboty usługujące ludziom. W tym momencie wszyscy Hindusi jak jeden mąż wyszli z sali. Czy byli znudzeni tą bajką, czy może zobaczyli, że w niedalekiej przyszłości Arabowie nie widzą miejsca dla większości mieszkańców Dubaju? Tak jak i inne wizje w Zatoce, także i ta była przesycona megalomanią i niezbyt realistyczna, natomiast przekaz dla około 80% społeczeństwa był dość jasny.
Po ramce pojechaliśmy do Dubai Marina i na Plażę Jumeirah. Dubaj nie wydaje się tak duży, ale to złudzenie, wystarczy powiedzieć, że samym metrem jechaliśmy 40 minut, a na plaży byliśmy chwilę przed zachodem słońca. Chwila odpoczynku i powrót do naszych indyjskich przyjaciół.
Stara dzielnica po obu stronach rzeki
Ostatni pełny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie starej dzielnicy i targów (Souq) przypraw oraz złota. Po drugiej stronie Dubai Creek znajduje się inny świat. Nie ma wspaniałych budynków i restauracji, sklepy oferują masę narzędzi i akcesoriów budowlanych, a bieda spogląda ludziom z oczu. Kierując się w stronę rzeki stopniowo przybywa turystów, a my trafiamy najpierw na targ złota, a później przypraw. Ta strona Dubaju już tak nie olśniewa, pomimo ogromnej masy żółtego kruszcu. Aby wrócić na naszą stronę rzeki skorzystaliśmy z wodnej taksówki, która wysadziła nas w Al Fahidi, historycznej dzielnicy. Została ona pięknie odrestaurowana, w przeciwieństwie do jej mieszkalnej części po drugiej stronie wody. A to oznacza, że jest ładnie, czysto, ale też drogo i nieprawdziwie. Za cel wzięliśmy sobie znalezienie arabskiej kawy, na którą mieliśmy już długo ochotę i miło wspominaliśmy z podróży po Jordanii. Będąc w emiracie arabskim myśleliśmy, że to łatwe zadanie. Nic bardziej mylnego. Wszędzie dominuje hiszpańskie latte (jakiś nowy trend) lub kawa po turecku. Po długich poszukiwaniach zamówiliśmy dzbanuszek i to była najgorsza kawa w moim życiu. Zrobiona z rozpuszczalnej 2 w 1 (czyli z mlekiem), a do tego strasznie słaba. Nawet jej nie wypiliśmy i poszliśmy do drugiego miejsca, polecanego, z dobrymi opiniami. Tam wypiliśmy drugą w rankingu najgorszych kaw. Skapitulowaliśmy i wróciliśmy do domu.
A śniadania jadamy w Burj Khalifie
Ostatniego dnia wylatywaliśmy po południu z Shajrah, więc na rano zaplanowaliśmy największą atrakcję, czyli Taras Widokowy w Burj Khalifa. Bilety na świt słońca są trochę tańsze i mają wliczoną kawę z ciastkiem, więc była to okazja nie do przegapienia. Taras widokowy znajduje się na wysokości około 420 m n.p.m. więc tak mniej więcej w połowie budynku. Faktycznie widać z niego, że Burj jest najwyższy, ale nie ma jakiś wspaniałych widoków i mimo wczesnej pory niebo było mało przejrzyste. Za to bardzo ładny był wschód czerwonego słońca nad Dubajem. Było to adekwatne pożegnanie z tym miastem.
Mieliśmy bardzo dużo czasu przed lotem, więc myśleliśmy, że uda się dojechać komunikacją publiczną na lotnisko w Sharjah. Poddaliśmy się po dłuższej analizie połączeń (około 4 przesiadki i autobusy miejskie). Skończyło się na taksówce, która pomimo odległości nie wyszła tak sporo. Przejazd przez Sharjah pokazał nam też jak duża jest różnica między pobliskimi emiratami. Nie było widać bogactwa, a budynki wyglądały po prostu pospolicie. Żegnaliśmy się z gorącem i arabskim klimatem a mentalnie przygotowywaliśmy się na nepalski chaos.
Pro tip: Aplikacja Careem pozwala zamawiać taksówki Hala, które wychodzą dużo taniej niż Uber.






































Dodaj komentarz